środa, 12 stycznia 2011

Dzień 7

Macie mój ryjek bez jakiegokolwiek makijażu i przeróbki..


Jestem cholernie zmęczona, chce już weekend albo najlepiej ferie na które poczekamy jeszcze miesiąc -.-'
A dzisiaj? Przypał nad przypałami...
...
Wiesz, czego nie znoszę? Jednej rzeczy tylko. Nadziei, zawsze, kiedy jestem pewna, że coś się skończyło, że nie ma sensu, że spalone i pozamiatane, uspokajam się i spokojnie brnę do przodu. Wtedy ona przychodzi do mnie i z niewinnym uśmieszkiem mówi do mnie: "a może jednak...?" I rozwala mi wszystko na nowo.. 
 

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

komentarze mile widziane :)